Uzależnienia

dmuchawiec_ozdobnyUzależnienie... hm... termin obejmujący wiele; trudny, smutny, pełen zakamarków, ślepych uliczek, fruwających petard, lecz w ostateczności jakże tragiczny.

Chciałabym trochę podzielić się tym, jak patrzę na tę chorobę, co myślę, co czuję wobec jej tragedii oraz jak staram się pracować z osobami, które na nią cierpią.

Po pierwsze, chcę jasno zaznaczyć, że uzależnienie jest chorobą. Nie wszyscy się z tym zgadzają, gdyż ma ono wiele wymiarów i dotyka wielu osób, więc już na samym początku budzi kontrowersje. Niektórzy osobę uzależnioną traktują jak niegrzeczne dziecko, które jak się trzyma krótko to będzie zachowywało się zgodnie z oczekiwaniami. Niestety, nie o to w tym chodzi, a takie myślenie tylko nakręca tak naprawdę spiralę walki i bezradności.

Drugi ważny aspekt dotyczy tego, jak łatwo jest przykleić łatkę, postawić diagnozę i jak bez problemu przekazać ją osobie nią dotkniętą. A przecież jest to bardzo trudna informacja, która tylko z pozoru wydaje się być łatwą do przyjęcia, do leczenia, do życia.

Trzecia sprawa to akceptacja. Jeśli pacjent nie przyjmuje diagnozy, stawia opór (co w sloganie uzależnień ujmuje się często w zdaniu - jeszcze nie sięgnął dna”) co wtedy? Czekać ? Jak długo? Z jaką postawą? A może właśnie dno już osiągnął i jedyne, na co czeka, to na śmierć, bo woli ją od uznania, że jest uzależniony?...

Aspekt czwarty to częsty brak pokory ze strony osób pomagających. Brak empatii, spojrzenia na chorego trochę oczami serca. Zadanie pytania, co się stało w jego życiu, że jest w tym miejscu, w którym właśnie się znajduje? Co o sobie takim myśli? Jak się z takim sobą czuje? Jaki jest ogromny brak w jego sercu/duszy/myślach , który próbuje wypełnić poprzez swoją chorobę? Co się z nim stanie, gdy zrezygnuje z picia/jedzenia/seksu/palenia/kupowania etc.? Czy będzie w stanie to wytrzymać? Czego potrzebuje, żeby spróbować to zrobić? Czy w ogóle tego chce? Czego się boi? Do czego taki obraz siebie jest mu potrzebny?

Oczywiście na te pytanie nie znajdziemy szybkiej odpowiedzi, jednak warto mieć je w głowie, kiedy spotykamy się z osobą uzależnioną. Mieć świadomość, że oto siedzi przed nami człowiek, który jest w głębokim kryzysie. Być może bardzo źle się czuje fizycznie/psychicznie, być może właśnie zdał sobie sprawę z czegoś niezwykle trudnego albo bardzo broni się przed tym, żeby tak właśnie było...

Polski system lecznictwa uzależnień jest dosyć sztywny ma proste wytyczne, które (jak pokazują wyniki badań i doświadczenie) są mało efektywne, gdyż wiele osób wraca do nałogu w bardzo krótkim czasie.

Dlaczego? W moim przekonaniu dlatego, że programy terapeutyczne nastawione są głównie na leczenie objawów, a nie poszukiwanie ich przyczyn. Jasne, że trudno pracować z osobą, która jest po wpływem substancji psychoaktywnej, ale czy to powód, żeby z taką osobą w ogóle nie pracować, jeśli trudno jest jej utrzymać abstynencję? W wielu placówkach niestety tak...

Każda osoba ma prawo do wyboru terapii i systemu pomocy; jest wiele form, które pomagają w różny sposób. Jeśli ktoś chce leczyć się w placówce, niech tak robi! Jeśli przez Skype’a dlaczego nie? Czy to ważne jak? Ważne, żeby przyniosło skutek! Żeby ratowało życie, które jest najcenniejszą wartością. Myślę, że w sytuacji, kiedy naprawdę chodzi o walkę na śmierć i życie (a tak właśnie jest w przypadku uzależnienia), warto otworzyć nasze serca na każdy rodzaj pomocy, który przynosi efekty! Warto pochylić się nad każdym nad jego cierpieniem, smutkiem, rozpaczą, bólem... Dać szansę na kontakt ze sobą, z drugim człowiekiem. Zaprzestać walki pod tytułem pani z poradni” i poszukać dla każdego dobrego miejsca, żeby zmierzyć się z samym sobą i odnaleźć siebie!

Każdy jest wart tego, żeby o siebie walczyć, nawet jeśli już o tym zapomniał.

Tak właśnie pracuję: szukam kontaktu, szanuję decyzje, towarzyszę tak, jak mogę, bez przyjmowania roli złego policjanta albo wszystko wybaczającej mamusi. Praca z osobą uzależnioną to też podział odpowiedzialności bez niej nie ma efektów. Jednak żeby dojść do tego momentu, najpierw trzeba się spotkać, uszanować siebie wzajemnie, podać dłoń i z pokorą poczekać na to, czy ktoś zechce ją przyjąć. Często też z pokorą odejść, zostawiając być może w sercu małą iskrę ochoty do walki o siebie!

List do alkoholika