List do alkoholika

dmuchawiec_ozdobnyWitaj!

Czasem mijamy się na ulicy. Biegniesz szybko, roztrzęsiony, zagoniony. Z bólem brzucha czy trzęsącymi się nogami. Czasem z ogromną złością, goryczą, po nieprzespanej nocy albo kolejnej awanturze. Czasem z postanowieniem, że „od jutra będzie lepiej, bo to ostatni kieliszek” (szklanka, tabletka, papieros lub cokolwiek innego, co daje ci błędne poczucie spokoju, otuchy, chwilowego wytchnienia)…

Czasem widzimy się w sklepie. Stoję za Tobą w kolejce. Widzę, jak w ręku trzymasz ostatnie grosze bądź jak nie przykładasz wagi do tego, ile kosztują twoje używki. Kupujesz alkohol, papierosy, wysyłasz zakład, grasz „na maszynce”. Na chleb już nie starcza lub o nim nie myślisz, bo przecież i tak nie jesteś głodny. Masz mdłości, biegunkę, kołatanie serca, brak apetytu…

Czasem słyszę, jak rozmawiasz ze znajomymi, śmiejąc się z opowieści pt. „ale fajna impreza była”. Jesteście skacowani i zagubieni, ale nikt z Was o tym nie mówi. Nie ujawnia swojego lęku, cierpienia, bólu. Udajecie, że było fajnie, tak naprawdę wiedząc, że znów kogoś obraziliście, skrzywdziliście, zawiedliście. Że znów coś poszło nie tak…

Czasem słyszę, jak opowiadasz o tym, co będzie, jak przestaniesz pić, jak ona wróci, jak on odejdzie, jak szef zrozumie, jak dzieci będą wdzięczne. Te „jak” nigdy nie mają szansy się wydarzyć, bo znowu coś zawaliłeś, znów coś wypiłeś, znów przegrałeś kasę, znów się spóźniłeś, znowu zostałeś zwolniony…

Widzę, jak cierpisz, jak walczysz sam z sobą, jak uciekasz od bólu ciała, duszy, serca…

Widzę, jak czasem wygrywasz i jak nazbyt często przegrywasz.

Czasem widzę Twoją żonę. Zabieganą, zamartwioną, smutną.

Widzę, jak czuję się bezradna, jak bardzo Cię kocha, jak nie potrafi Ci pomóc. Jak cierpi, jak błaga, jak szantażuje, jak odchodzi, jak wraca, jak się pakuje, jak dzwoni na policję, jak mówi, że się rozwiedzie. Jak przed rodziną i znajomymi udaje, że wszystko jest w porządku, jak martwi się o dzieci, jednocześnie mówiąc im, że „nie, nie – tato nie jest pijany, ma grypę, nie martwcie się” lub „nie mówcie babci”. Bądź też prosi dzieci, aby z Tobą porozmawiały. Aby były grzeczne, aby lepiej się uczyły, aby nie trzaskały drzwiami, aby nie robiły nic, co może sprowokować Cię do złości czy furii. CO może być pretekstem do wyjścia. Widzę jej i Twoje cierpienie. Waszą samotności, ból i poczucie, że nie tak miało wyglądać Wasze życie. Że takich sytuacji nie miały oglądać Wasze dzieci.

Czasem je też widzę. Pełne obaw, ciche i smutne. Lub wręcz przeciwnie – głośne, wesołe, zaradne, nad wyraz dorosłe. Albo jakby niewidzialne. Widzę, jak czekają na Ciebie – trzeźwego, na mamę – obecną. Na fajne święta, na urodzinowy prezent. Albo już na nic nie czekają, bo z powodu bólu i cierpienia zamknęły się w swoim świecie, w pustce i samotności. Widzę, jak bardzo się boją zaprosić kolegów, bo może znów ich wygonisz lub będziesz siedział i opowiadał głupie historie. Jak nie wierzą w siebie, bo poczucie bycia kimś „nie takim” bardzo mocno im towarzyszy. Bo przecież gdyby były wystarczająco dobre – Ty nie musiałbyś tego wszystkiego robić.

Widzę, jak Wam wszystkim ciężko. Jak choroba zawładnęła całym Waszym domem, Waszymi sercami, Waszymi głowami.

To bardzo trudne, smutne, niezrozumiałe.

Także i dla mnie, kiedy widzę, jak cierpisz, nie sięgając po pomoc, z powodu lęku, wstydu, zagubienia lub wcześniejszej porażki.

Chcę, żebyś wiedział, że czekam na Ciebie w każdym momencie Twojej choroby. Czekam na Twoją żonę i Twoje dzieci. Na wszystkich Twoich bliskich. Czekam, bo jestem gotowa poszukać z Wami rozwiązań. Pomóc Wam zdrowieć. Towarzyszyć Wam w drodze do wolności.

Czekam, bo wiem, że z tą chorobą można walczyć. Że wielu tę walkę wygrało.

Bo póki życie trwa – nigdy nie jest za późno.

Pozwól sobie pomóc. Cokolwiek było – dziś może być początkiem Waszego nowego życia. Każdy jest wart tego, aby o siebie walczyć!

Zachęcam Cię do tej walki. Nie zastanawiaj się długo, nie rozmyślaj. Jeśli cokolwiek z tego, co napisałam, jest adresowane do Ciebie – po prostu umów się na spotkanie. O resztę się nie martw, resztę ustalimy razem.

Nie jesteś sam.

Ale pierwszy krok należy do Ciebie.